Jezus egzorcysta – taki tytuł można by nadać dzisiejszej Ewangelii, w której jesteśmy świadkami, jak Jezus uwalnia od złego ducha dwóch opętanych. Zamiast jednak skupiać naszą uwagę na egzorcyzmie, spróbujmy w rozważanej Ewangelii znaleźć pewne sugestie dla naszych walk duchowych czy zmagania się z jakąś słabością czy grzechem.

Po pierwsze, do Jezusa podbiegają dwaj opętani. Wszyscy od nich stronią, bo są „dzicy” – tak należałoby przetłumaczyć grecki czasownik halepoi oddany w Biblii Tysiąclecia jako „niebezpieczni” (w. 28). Ewangelista Mateusz nie wyjaśnia do końca, dlaczego tak byli postrzegani, ale wystarczy sięgnąć po relację ewangelisty Marka o tym zdarzeniu, by zrozumieć, dlaczego wszyscy schodzili im z drogi (Mk 5,3-5): dysponowali oni jakąś nadludzką siłą, która pozwalała im zrywać wszelkie pęta; krzyczeli w niebogłosy; dopuszczali się samookaleczenia; tłukli się po górach i spędzali noce w przedsionkach grobów wykutych w skale. Niezwykłe, że Jezus ich się nie boi. On pierwszy wychodzi ku nim po tym, jak przybił z uczniami w łodzi do brzegu. Co więcej, kraina Gadary, miasta leżącego ok. 10 km na pd.-wsch. od Jeziora Galilejskiego, była zamieszkiwana przez ludność nieżydowską, pogańską, i dlatego była uznawana przez Żydów za ziemię nieczystą. Ale nie jest ona taką dla Jezusa. Jezus nie boi się naszych słabości, zniewoleń, nieczystości, grzechów. Jezus nie lęka się różnych naszych wewnętrznych udręk, które rozbijają nas duchowo, wyrzucając nas na margines społeczności. Jezus nie ma problemu spotkać się z nami, nawet gdy my sobie odmawiamy do tego prawa, uznając się za niegodnych, nieczystych, zniewolonych. Więcej, On pierwszy będzie przybijał do brzegu naszego życia, które przeżywamy w samotności, udręce i cierpieniu.

Po drugie, sam moment spotkania tych dwóch opętanych z Jezusem jest zapisem szczególnej walki duchowej. Co się dzieje, gdy upadamy w jakiejś naszej słabości? Poczucie winy, dezaprobata wobec siebie, negowanie swojej wartości potrafią skutecznie odciąć nas od Boga, wepchnąć nawet powtórnie w upadek, spowodować, że będziemy zapadli się w nasze osamotnienie i beznadzieję. A jednak jest w nas jakieś pragnienie Boga, przyciąganie z Jego strony, że mobilizujemy się, by przyjść i szukać w Bogu ratunku, chociażby w spowiedzi świętej. Mogą w nas pojawić się słowa pretensji, a nawet wrogości, tak jak to było w przypadku tych dwóch opętanych. Biblia Tysiąclecia tłumaczy: „Czego chcesz od nas, Jezusie, Synu Boży?” (w. 29) – mamy tu utarty zwrot językowy: „Co mamy wspólnego my z Tobą? Co nam i Tobie do siebie?”. Nie rozumiemy Jezusa, tego, że przyzwala na takie doświadczenia upadku w naszym życiu. Czujemy się odrzuceni przez Niego, jest w nas sporo żalu, pretensji, wręcz zarzucamy, że Bóg „nas dręczy”. Paradoksalnie w tym zdaniu jest pewna prawda o nas, gdyż nawet gdy upadniemy, Jezus z nas nie rezygnuje, upomina się o nas, walczy o dobro, które w nas jest. Jezus wciąż widzi drogę, na której odzyskamy naszą wolność, siłę, czystość, podmiotowość. Jest w nas pokusa ucieczki, bo jedno słowo Jezusa uwalniające nas od słabości („Idźcie”, w. 32) zadziała jest ostre cięcie skalpelem. Tego się boimy, że będzie trzeba zostawić to, co nas wciąż popycha do upadku, dając nam chwilą satysfakcję, gratyfikację. Chcemy się od tego uwolnić, ale może niekoniecznie „przed czasem” (w. 29).

Po trzecie, Jezus ma słowo pełne władzy i mocy, ale nie działa w naszym życiu nigdy na siłę, wbrew naszej wolności i naszym wyborom. Tak było z mieszkańcami Gadary. Oni również „wyszli na spotkanie Jezusa”, ale „prosić, by opuścił ich okolice” (w. 34). Poganie stanęli przed możliwością uwolnienia się na zawsze od nieczystości, ale nie czuli się zdolni wejść na nową drogą, jaką otwarł przed nimi Jezus. Nie wiemy, czy obawiali się kolejnych strat w swoim stanie posiadania, który pomniejszył się o trzodę świń (w. 32), czy też przestraszyli się nadprzyrodzonej mocy Jezusa, którego słowo panuje nie tylko nad żywiołami natury (burza na jeziorze), ale też nad siłami wrogimi ludziom, a utożsamianymi ze złym duchem. Jezus nie naciska, niczego im nie narzuca, szanuje ich wolność i przyjmuje ich wybór. Podobnie z nami. Jezus wciąż przychodzi, ale nikomu z nas się nie narzuca, ograniczając się zawsze i wyłącznie do proponowania, oczekując odpowiedzi, która może nadejść albo i nie (I. Gargano, Lectio divina do Mt, III, 65).