Kiedy czytamy dzisiejszą Ewangelię, wszystko wydaje się proste. Napotykamy na typowy dla Jana ewangelisty motyw niezrozumienia: Jezus mówi o rzeczywistości duchowej, zaś Jego rozmówcy rozumieją ją opacznie, na sposób ziemski. Jezus wskazuje dzisiaj na potrzebę „powtórnych narodzin” (w. 3), co Nikodem odczytuje jako konieczność „powtórnego wejścia do łona swej matki i narodzenia się” (w. 4). Użyty przez Jezusa przysłówek anothen może rzeczywiście oznaczać „powtórne” narodziny, ale też może wskazywać na narodziny „z góry”. Jezusowi chodzi o to drugie znacznie, jak wynika z dalszego wyjaśnienia, kiedy mówi Nikodemowi o „narodzeniu z wody i z Ducha” (w. 5).

Tu napotykamy na pewną trudność. Jak rozumieć owo „narodzenie z wody i z Ducha”? Jeszcze pewnie domyślamy się, że przez narodzenie „z wody” Jezus ma na myśli chrzest, który przynosi oczyszczenie z grzechów – niezbędny warunek odrodzenia z Ducha. Ale na czym polega „narodzenie z Ducha”? Ktoś może pomyśleć o sakramencie bierzmowania. Kiedy jednak kandydaci do bierzmowania są pytani przez biskupa, jakich łask oczekują od Boga w tym sakramencie, mówią o swoim pragnieniu Ducha Świętego, który „umocni ich do mężnego wyznawania wiary i do postępowania według jej zasad”. Nie jest to początek, lecz już dalszy etap życia chrześcijańskiego. Ktoś inny, mając doświadczenie Odnowy w Duchu świętym, może dopatrywać się tutaj „chrztu w Duchu Świętym”. Tyle że w dokumentach Kościoła jest on opisywany jako „‘ożycie’, ‘odnowa’ lub ‘wyzwolenie’ łaski sakramentalnego chrztu i bierzmowania” (Komisja Doktrynalna Katolickiej Odnowy w Duchu Świętym, „Chrzest w Duchu Świętym”). Chrzest w Duchu Świętym nie jest początkiem – „narodzeniem”, lecz naturalnym etapem dalszego rozwoju życia chrześcijanina, które zaczyna się („rodzi”) od sakramentów inicjacji chrześcijańskiej, jakimi są chrzest i bierzmowanie.

By zrozumieć sens „narodzenia się z Ducha”, trzeba odwołać się do innych słów Jezusa z Ewangelii Janowej, w których mówi o Duchu Świętym. Chociażby w rozmowie z Samarytanką, Jezus przeprowadza ją z ziemskiego rozumienia kultu Boga (w Jerozolimie lub na górze Gerazim) na poziom duchowy: „prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie” (4,23). Sformułowanie „czcić w Duchu” jest podobne do wcześniejszego „narodzić się z Ducha”. W obu przypadkach chodzi o sposób myślenia, sposób postępowania, który będzie odpowiadał Duchowi Świętemu.

W momencie, gdy Jezus mówi te słowa, ani Nikodem, ani Samarytanka nie przypuszczają, jak wielki dar zapowiada Jezus. Dokona się on w godzinie śmierci na krzyżu, kiedy to Jezus „tchnie Ducha” (19,30) – tego samego Ducha, który przenikał słowo Boga przy stworzeniu świata (Rdz 1,2; Ps 33,6). Pierwszym darem zmartwychwstałego Jezusa jest Duch Święty, jak czytaliśmy wczoraj w Ewangelii. Wobec apostołów zamkniętych we Wieczerniku Jezus wypowiada słowo: „Pokój wam” (J 20,21), po czym „tchnął na nich”, mówiąc: „Weźmijcie Ducha Świętego” (20,22). Dzień Zmartwychwstania jest początkiem nowego stworzenia. Udzielając Ducha Świętego Jezus odnawia cały świat. W istocie stwarza nowego człowieka – nie tylko uwalnia go od grzechu, ale czyni go nowym w jego myśleniu, pragnieniu, działaniu. W zmartwychwstaniu Jezusa „rodzimy się z Ducha”.

Czytając słowa Jezusa skierowane do Nikodema, stoimy wobec tego samego dylematu co ten faryzeusz. Nie chodzi tylko o zrozumienie. Bardziej o decyzję „narodzenia się z wody i z Ducha”. Jeżeli jeszcze narodzenie się z wody – chrzest święty – jest zwykle decyzją naszych rodziców, to już narodzenie się z Ducha wymaga od nas podjęcia decyzji, by żyć, jak chce tego Duch Święty, by „postępować według Ducha” (Ga 5,16), przynosząc w życiu owoce Ducha Świętego, którymi są „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5,22-23). „Narodzić się z Ducha” to „pozwolić się prowadzić Duchowi” (Ga 5,18). Kiedy pozwolimy się prowadzić Duchowi Świętemu, On sam będzie dokonywał w nas tych dzieł. Będą się one w nas stawały nie przez nasz wysiłek i pomyślunek, ale będą darem Ducha Świętego w nas, który będzie nas obecny i działający. To jest zapewnienie ze strony Jezusa: „Gdy was poprowadzą, żeby was wydać, nie martwcie się przedtem, co macie mówić; ale mówcie to, co wam w owej chwili będzie dane. Bo nie wy będziecie mówić, lecz Duch Święty” (Mk 13,11). I tak jest z każdym innym darem Ducha Świętego dla nas wierzących w Chrystusa.

Nie chcę, żeby to pytanie zabrzmiało jak rachunek sumienia – bardziej jako pragnienie Ducha Świętego w naszym życiu. W jakim stopniu pozwalamy prowadzić się Duchowi Świętemu?