„Pokrzepienie” i „ukojenie” w Jezusie

Tego nie widzimy w polskim tekście dzisiejszej Ewangelii, ale przywołane w nagłówku naszego rozważania dwa słowa mają wspólny źródłosłów, stanowiąc tym samym o paralelizmie między w. 28 („Ja was pokrzepię”) i w. 29 („znajdziecie ukojenie”). Chodzi o czasownik anapauō, który znaczy „dać wytchnienie, odpocznienie, ukojenie”. Jezus pragnie, byśmy w naszym życiu znaleźli chwilę wytchnienie i umocnienia w spotkaniu z Nim. To jest cel naszego Adwentu.

Można jednak nie zauważyć obecności Jezusa pośród nas, bo takie było Boże Narodzenie. Od początku Jezus jest „cichy i pokorny” (prays i tapeinos), a przez to solidarny z nami. Kiedy w Niedzielę Palmową będzie wjeżdżał na osiołku do Jerozolimy, ewangeliście zobaczą w tym wypełnienie proroctwa Zachariasza o mesjańskim królu, który jest prays – cichy, łagodny i pokorny, wkraczając właśnie w ten sposób do Miasta Świętego (Za 9,9). Ale to Króla „przyjście do swojej własności” (J 1,11) dokonało się w noc Bożego Narodzenia. „Cicha noc”, śpiewamy. Ale też i sam Bóg czyni się cichym i ubogim w swoim przyjściu do człowieka. Na peryferiach świata, na marginesie ludzkiej historii, wśród biednych i ubogich ludzi, którzy jako pierwsi doświadczają pokoju i radości w spotkaniu z „Dziecięciem owiniętym w pieluszki i leżącym w żłobie”. Taki jest Bóg, w którego wierzymy. „Pokorny” w swoim przyjściu do nas. Znaczenie przymiotnika tapeinos – „pokorny” bierze się właśnie z przestrzenności: pyszny to ten, co się wywyższa, chodzi z głową wysoko zadartą, pokorny zaś to ten, co się poniża, jego głowa jest nisko pochylona. „Opuściłeś śliczne niebo, wybrałeś barłogi” – to jeszcze inna kolęda. Odkryć pokorę Boga w tajemnicy Jego Wcielenia w Jezusie Chrystusie. Ta prawda dotrze do nas w godzinie Męki i Śmierci Jezusa. Jezus zostanie wywyższony na krzyżu, zakróluje, ale wcześniej, podczas Ostatniej Wieczerzy klęka u stóp swoich uczniów, by je obmyć (J 13,4-5). Klęka sam Bóg, objawiając im swoją miłość, która za chwilę zostanie ukrzyżowana.

Sama ta prawda o Jezusie „cichym i pokornym”, objawiona przez Boże Narodzenie, jest już dla nas 

pokrzepieniem, ukojeniem i odpocznieniem. Ale to nie jest tylko słowo, wszak w Boże Narodzenie to „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami” (J 1,14). Dzisiejsza Ewangelia to Adwent, Osoba, to Wydarzenie, któremu na imię Jezus.

„Przyjść do Jezusa” – niby takie proste, ale warunkiem jest przyznanie się do siebie, że jesteśmy „obciążeni i utrudzeni” (w. 28) i nie wcale przygotowaniem do świąt. Utrudzeni samymi sobą – swoją chęcią zrobienia wszystkiego samu i jak najlepiej, pragnieniem posiadania kontroli nad wszystkim i wszystkimi, podążaniem za swoimi pragnieniami i ambicjami, które nas męczą. Przyjść do Jezusa, by On spojrzał na nas swoimi oczyma pełnymi miłości, łagodności i cichości. I w Jego spojrzeniu zobaczyć siebie.

„Weźcie moje jarzmo” – brzmi dziwnie to wezwanie, bo przecież jarzmo jest symbolem utrudzenia i obciążenia. Ale Jezusowi chodzi o jarzmo, z którym On się identyfikuje, które On sam wziął na siebie. W czasach Jezusa uczeni w Piśmie, interpretując po swojemu Stary Testament, nałożyli na ludzi ciężkie brzemię 613 przykazań – „ciężar nie do uniesienia” (Mt 23,4), gdyby chcieć im wszystkim sprostać. Jezus zna tylko jedno jarzmo – jarzmo miłości, które objawia, kiedy obmywa nogi swoim uczniom we Wieczerniku: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się miłowali wzajemnie” (J 13,34). Tu jest jakiś paradoks naszego życia. Bo cały trud i wysiłek, które każdego dnia podejmujemy, jest z miłości i dla miłości, gdy pomyślimy o naszej rodzinie, bliskich, przyjaciołach. Pytanie tylko, czy w tym całym wysiłku, także przygotowań do świąt, nie zagubiliśmy gdzieś miłości, zatroskani o jej formę, a nie o jej treść. Można zapomnieć, że miłość Jezusa jest „cicha i pokorna”, uboga i prosta. Zresztą to doskonale wiemy, bo pragniemy miłości, która jest spotkaniem serc, spojrzeń, pragnień, jest obecnością i bliskością, jest odkrywaniem nawzajem swego piękna i dobra.

„Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca”. Potrzebujemy ciszy i pokory serca, by spojrzeć na nowo na swoje życie, pełne utrudzenia i obciążenia tym, co nie zawsze jest miłością. Nie chodzi tylko o jakąś rewizję tego, co jest w naszym życiu. Skupić się na tym, co rzeczywiście w naszym życiu zasługuje na miano miłości, co buduje dobro między nami, co jest dzieleniem miłości i życia. I tej przestrzeni miłości nam danej i zadanej być Jezusowym. Nie tylko tak jak On „cichym i pokornym” w naszej miłości. Jeśli „weźmiemy Jego jarzmo na siebie”, to znaczy, że już nie sami będziemy dźwigali jarzmo naszej miłości, ale razem z Nim. Nasze jarzmo stanie się Jezusowym jarzmem miłości, które zwiodło Go nie tylko groty betlejemskiej, ale objawiło się w Miłości Ukrzyżowanej, które jest naszym życiem.

Kategorie: Adwent