Jezus kończy przypowieść o słudze wiernie wykonującym polecenia swego pana (Łk 17,7-10) zaskakującym wyznaniem, które mają podjąć Jego uczniowie: „Jesteśmy nieużytecznymi sługami”. Dla współczesnego człowieka takie określenie może brzmieć wręcz obraźliwie. Dlaczego zatem Jezus zachęca swoich uczniów do przyjęcia właśnie takiej postawy?

Fragment rozdziału „Nieużyteczny sługa (Łk 17,7–10)” z książki Przypowieści Jezusa. Narracyjny klucz lektury, s. 199–200:

Ustalenie orędzia przypowieści o nieużytecznym słudze zależy od właściwego określenia jej adresatów. W bezpośrednim kontekście jako odbiorcy tego słowa zostają wymienieni „apostołowie” (Łk 17,5). Część komentatorów uważa jednak, że pierwotnie Jezus skierował tę przypowieść do faryzeuszy, a nawet do całego tłumu, wzywając ich do odrzucenia faryzejskiej samooceny siebie jako sprawiedliwych oraz do odejścia od traktowania nagrody jako rezultatu własnych zasług. Argumentem przeciw temu stanowisku jest słownictwo zastosowane przez Jezusa w tej przypowieści, które odnosi się do posługi apostołów. To właśnie w odniesieniu do nich należy odczytać przesłanie tej przypowieści, a następnie zastanowić się nad jego znaczeniem w życiu współczesnych czytelników.

Model bezinteresownej posługi w Kościele

Kiedy Łukasz spisuje Jezusową przypowieść – są to lata 80–90 po Chr. – termin „sługa” (gr. doulos) jest już we wspólnocie chrześcijańskiej łączony z posługą apostołów, o czym świadczą Dzieje Apostolskie (por. Dz 4,29; 16,17), ale także wcześniejsze listy św. Pawła (por. Rz 1,1; 1 Kor 7,22; Ga 1,10). Również trzy czynności wykonywane przez sługę w przypowieści – oranie, pasterzowanie (Łk 17,7) i usługiwanie przy stole (gr. diakoneō w Łk 17,8) – pojawiają się w kontekście działalności apostolskiej (por. 1 Kor 9,7.10; Rz 15,25).

Odczytana w odniesieniu do osób pełniących posługę apostolską w pierwotnym Kościele, rozumianą szeroko jako głoszenie słowa i pełnienie dzieł miłosierdzia (diakonia), przypowieść staje się zachętą do służenia wspólnocie bez oczekiwania, że Bóg wynagrodzi tę posługę w jakiś szczególny sposób. To, co czynią posługujący we wspólnocie, jest spełniane wobec samego Boga i stanowi nic innego jak wykonanie tego, „co do nich należy” z woli Pana (Łk 17,10).

Model bezinteresownego życia wiarą

Niezależnie od tego „pierwotnego” sensu, który pozostaje aktualny w odniesieniu do różnych posług podejmowanych dzisiaj w Kościele, przesłanie przypowieści należy odnieść do każdego wierzącego w Chrystusa. Stanowi ona bowiem ilustrację bezinteresowności wiary, jakiej Jezus oczekuje od swoich uczniów. Człowiek wierzący ma przypominać sługę powracającego wieczorem do domu pana i oddającego się do całkowitej dyspozycji Bogu, bez kalkulowania i wystawiania rachunku za swoje zaangażowanie i posłuszeństwo.

Jezus odrzuca „rynkową (economicista) koncepcję religii” (G. Ravasi), w której relacja człowieka z Bogiem przypomina stosunek pracodawcy do pracownika. Tymczasem potrzeba relacji miłości oblubieńczej, w której dar pozostaje wolny od pytań: „dlaczego?” i „za ile?”. Jezus znosi religijność opartą na podwójnej księgowości: „ma” i „winien”. Nikt nie może nawet przez chwilę sądzić, że Bóg jest mu cokolwiek winien. Jeśli wykonujemy to, czego Bóg od nas oczekuje, spełniamy po prostu to, co jest naszą powinnością. W tym zawiera się sens miłości człowieka do Boga.

Kto kocha Boga i pragnie wypełnić Jego wolę, ma świadomość, że służba Bogu nie zna granic. Prawdziwa miłość nie zadowala się wypełnianiem obowiązków, lecz spontanicznie wykracza poza to, co jest jedynie koniecznością. Miłość Boga do nas jest zawsze większa od naszej „użyteczności” wobec Niego. Nie jest nam należna – została nam całkowicie podarowana. I to właśnie Boża miłość sprawia, że nasza, nierzadko nieudolna, posługa miłości staje się użyteczna wobec naszych sióstr i braci.

Ten wpis należy do serii pt. Przypowieści Jezusa. Jeśli trafiłeś tutaj po raz pierwszy, zachęcam do rozpoczęcia lektury od wpisu Dlaczego narracyjny klucz lektury przypowieści Jezusa?