Przypowieść o nielitościwym dłużniku (Mt 18,23-35) rozpoczyna się od spotkania króla z niewypłacalnym sługą. Decyzja, którą podejmuje władca, całkowicie przekracza ludzkie oczekiwania. Czym kierował się król?
Fragment rozdziału „Nielitościwy dłużnik (Mt 18,23–35)” z książki Przypowieści Jezusa. Narracyjny klucz lektury (s. 58–60):
Obraz miłosiernego króla jest złożony. Niektórzy komentatorzy uznają tę postać wręcz za wewnętrznie sprzeczną. Świadczyć ma o tym zmiana podjętej przez niego decyzji: cofa wcześniejsze darowanie długu i wtrąca swego dłużnika do więzienia. Działanie króla miałoby być zatem nieprzewidywalne, chaotyczne i pozbawione logiki, na której opiera się struktura hierarchicznego świata. Tymczasem działanie króla od początku do końca historii pozostaje wewnętrznie spójne, gdyż jest ukierunkowane na czynienie miłosierdzia, które objawia się w darowaniu długu. Miłosierdzie nie jest jednak tylko działaniem, lecz postawą, z której czyn miłosierdzia wypływa. Ta postawa zostaje wyrażona w przypowieści przez trzy czasowniki.
Pan „wzruszył się głęboko” na prośbę sługi (18,27). Użyty tu czasownik splanchnidzomai oznacza poruszenie, zauważalne także zewnętrznie, na widok osoby znajdującej się w sytuacji skrajnej potrzeby. Taka reakcja pojawia się u Samarytanina na widok pobitego człowieka leżącego przy drodze (Łk 10,33) oraz u ojca przejętego nędzą młodszego syna powracającego do domu (Łk 15,20). W innych miejscach Ewangelii czasownik ten ma za podmiot wyłącznie Jezusa, który okazuje współczucie ludziom znękanym i utrudzonym życiem (por. Mt 9,36; 14,14; 20,34 i in.).
Odpowiedzią na prośbę sługi nie jest „okazanie cierpliwości”, o które prosi sługa (por. Mt 18,26), lecz darowanie długu. Ten sam czyn podczas drugiego spotkania ze sługą-wierzycielem zostaje opisany jako akt „zlitowania się” (Mt 18,33). Czasownik eleō pojawia się na ustach osób, które dotknięte jakimś nieszczęściem – chorobą czy utratą kogoś bliskiego – proszą Jezusa o zaradzenie ich niedoli (por. w samej tylko Ewangelii Mateusza: 9,27; 15,22; 17,15; 20,30-31). Miłosierdzie jest zatem konkretnym działaniem zmierzającym do wyprowadzenia człowieka z sytuacji nieszczęścia, które go niszczy i wobec którego pozostaje bezradny, oraz stworzenia mu takich warunków życia, które będą dla niego pomyślne.
Pozostaje wreszcie czasownik orgidzō, który w 18,34 wyraża gniew pana na nielitościwego sługę. Reakcja ta nie ma charakteru emocjonalnego ani nie ma nic wspólnego z szukaniem zemsty czy arbitralnym działaniem z pozycji siły. Czasownik ten, pojawiając się w przypowieściach, wyraża dezaprobatę wobec sytuacji, na którą bohater nie wyraża zgody (por. Mt 22,7; Łk 14,21; 15,28). W przypowieści o nielitościwym słudze gniew pana jest aktem sprzeciwu wobec braku miłosierdzia okazanego przez sługę swojemu dłużnikowi. Gniew staje się zatem metaforą sprawiedliwości, która dąży do przywrócenia naruszonego porządku. Nawet gdyby uznać działanie nielitościwego sługi za prawnie dopuszczalne – co samo w sobie jest wątpliwe, gdyż decyzja o uwięzieniu powinna być poprzedzona procesem sądowym (por. Mt 5,25-26 // Łk 12,58-59) – to pozostaje ono w sprzeczności z poczuciem sprawiedliwości wobec darowanego mu wcześniej nieporównanie większego długu.
Czy wobec tego cofnięcie decyzji o darowaniu długu i wydanie dłużnika katom jest brakiem miłosierdzia? W logice przypowieści jest to działanie zmierzające do przywrócenia porządku sprawiedliwości, która winna kierować się miłosierdziem.
Nielitościwy sługa nie chce przyjąć logiki miłosierdzia, które okazał mu jego pan (por. 18,30). Uwolnienie od długu było zarazem zobowiązaniem do czynienia miłosierdzia, do dzielenia się miłosierdziem, którego sam doświadczył. I właśnie to jest winą sługi, która staje się podstawą jego ukarania. Przedmiotem rozliczenia nie jest jego nieudolność w administrowaniu czy nawet prawdopodobne zdefraudowanie pieniędzy swego pana, lecz brak miłości i miłosierdzia. To one stają się przedmiotem rozliczenia, które jego pan podejmuje wobec niego.
Czy wiesz, że…
Suma zadłużenia pierwszego sługi jest wręcz niewyobrażalna. Jeden talent w okresie grecko-rzymskim odpowiadał ok. 42 kg złota lub srebra. W I wieku po Chr. talent był jednostką monetarną równą 6 tysiącom denarów. Kwota 10 tysięcy talentów odpowiadała zatem 60 milionom denarów. Dla uzmysłowienia sobie wielkości tej sumy wystarczy wspomnieć, że przeciętna dniówka robotnika wynosiła jeden denar. Zakładając, że pracowałby on 300 dni w roku, potrzebowałby około 200 tysięcy lat, aby zgromadzić taką kwotę. Dla porównania roczny dochód z podatków króla Heroda Wielkiego wynosił około 900 talentów (por. Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela 17, XI, 4).
Suma 10 tysięcy talentów jest w praktyce niemożliwa do spłacenia. Dlatego należy uznać ją za świadomą hiperbolę. Warto przy tym zauważyć, że zarówno „dziesięć tysięcy”, jak i „talent” oznaczają wielkości największe: dziesięć tysięcy, czyli miriad, było w greckim systemie liczenia największą znaną liczbą, zaś talent – największą jednostką monetarną używaną w Azji Mniejszej. W ten sposób suma dziesięciu tysięcy talentów staje się obrazem nieskończonego długu.
Ten wpis należy do serii pt. Przypowieści Jezusa. Jeśli trafiłeś tutaj po raz pierwszy, zachęcam do rozpoczęcia lektury od wpisu „Dlaczego narracyjny klucz lektury przypowieści Jezusa?”